Nieomal każdego dnia czynimy znak krzyża, spotykamy go przy drodze, kościele, kaplicy... Często każdy nowy dzień rozpoczynamy tym znakiem, bo tak nauczyli nas rodzice, że nie zastanawiamy się nad jego treścią i symboliką.
Na jednej z katechez podjęliśmy temat: "Krzyż w moim życiu". Zastanawialiśmy się, jakie dla nas ma znaczenie. Dla każdego ma inną wymowę.
Magda Barczak kl. VI: Znak towarzyszy człowiekowi od początku jego życia, tak było i ze mną. Po urodzeniu mamusia postawiła na moim czole znak krzyża. Będąc już w domu byłam chora i tatuś ochrzcił mnie, czyniąc znak krzyża. Ten krzyż towarzyszy mi jak i innym ludziom. Krzyż jest w moim pokoju, w moim domu, w szkole, w naszej klasie. Krzyż stawiamy na skrzyżowaniach dróg, przydrożnych kapliczkach, na szczytach gór. Najsłynniejszym krzyżem w górach jest krzyż na Giewoncie, na którym byłam pięć lat temu. Krzyż. Znak najprostszy, bo powstaje z dwóch belek, a zarazem dziwnie skomplikowany - tyle w nim treści.
Pamela Synak kl. VII: Każdy ma swój własny krzyż i każdy go na swój sposób odbiera. Dla niektórych krzyżem może być samotność, praca, ciągłe choroby, zmartwienia. Przeważnie każdy na wszystko narzeka. Nikt nie patrzy, że inni mogą mieć gorzej. Chrystus swój krzyż niósł, nie prosząc nikogo o pomoc. My w takich przypadkach prosimy kogoś o to, by np. pomógł odrobić nam lekcje lub nieraz nawet odrobił je za nas. W takim przypadku naszym krzyżem obarczamy inną osobę, a ona zgadza się na to, bo nie chce nas urazić. Lecz taki układ rzeczy nie utrzyma się długo. Nasz krzyż będzie się zwiększał nieodrobionymi lekcjami, i gryzącym nas sumieniem. Tak, czy inaczej, od krzyża nie uchronimy się żadnymi sposobami.
Ja osobiście nie mam żadnego krzyża tzn. takiego konkretnego. Męczą mnie nieraz niektóre obowiązki. Szkoła, zadane lekcje, ale nie narzekam. Moim krzyżem jest nieraz złość taty, niezadowolenie mamy, złośliwość kolegi lub koleżanki, ale to naprawdę wszystko. Staram się podchodzić do swojego krzyża tak, jak Jezus Chrystus do swojego.
My obarczamy inną osobę naszym krzyżem, ale ona później może obarczyć nas swoim . Z tym powinniśmy się liczyć, bo dźwigać dwa krzyże naraz, to naprawdę trudno.
Maria Kostka kl. VI: Są dwie drogi. Droga prosta usłana różami i słodyczami, łatwo ją przejść i gdy to się zrobi zobaczy się piekło, tam jest koniec. Druga droga to droga usłana kamieniami i kolcami, trudno ją pokonać, lecz gdy dojdziemy do końca, ujrzymy radość i słońce - tam jest niebo.
Ten kto wybiera drogę do Boga, dostaje też krzyż. Ja wybrałam tę drogę i dostałam go. Mimo tego, że jest ciężki, jest dla mnie ważną rzeczą, ponieważ na nim umarł za mnie Chrystus. Bardzo często upadam, lecz Jezus pomaga mi wstać, a nawet niesie mnie na swoich ramionach.
Gdy dwa lata temu byłam ciężko chora - naprawdę doświadczyłam prawdziwego krzyża. Codziennie modliłam się do Jezusa, aby mi pomógł go utrzymać, żebym szła dalej. Gdy miałam iść do szpitala, wówczas jeszcze goręcej modliłam się. Dzięki temu nie poszłam tam. Potem stopniowo powracały mi siły, a dwa tygodnie później całkiem wyzdrowiałam.
Wygenerowano: 2004-10-01