Dobro i zło to dwie, podstawowe dla człowieka wartości, które od wieków wyznaczają granice ludzkiej moralności. Według przekazów biblijnych na początku istniały tylko: dobro, harmonia z naturą i błoga nieświadomość bytu. Dopiero kiedy Ewa, za namową węża, skosztowała zakazanego przez Boga owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego, oraz poczęstowania nim Adama, idylla prysła. A zatem w kręgu kultury chrześcijańskiej proweniencja dobra i zła jest właśnie taka, a kobieta jest nośnikiem tego drugiego. Czy możliwe było powstanie jakiejkolwiek bądź etyki, gdyby Ewa nie przyjęła od węża zakazanego jabłka? Innymi słowy: czy obecność dobra i zła na ziemi nie jest niezbywalna, choćby dlatego, że pomaga nam wyróżnić i oddzielić od siebie obie te wartości? Czym byłoby dobro, gdyby Ewa nie dała się skusić? Po prostu - naturalnym stanem rzeczy, takim, jak każdy inny. Tworzenie kodeksów moralnych, przywiązywanie wagi do przestrzegania wartości, zaczęły być możliwe dopiero po tym, jak człowiek zauważył, że istotą tego świata jest dualizm, ścieranie się dwóch przeciwstawnych sobie sił: Światła i Ciemności, Dobra i Zła. Z tego właśnie powodu czyn Ewy zasługuje na wiele uwagi. Pojęcia dobra i zła istniały w umysłach ludzi od zawsze, od początku świata musieli się bowiem zmagać z sytuacjami trudnych wyborów pomiędzy nimi. Każda epoka nieco inaczej podchodziła do zagadnienia moralności, a czasy nam współczesne są pod tym względem niezwykle interesujące, ponieważ często mówi się o nich jako o dobie unicestwianych wartości.
Intensywny rozwój naszej cywilizacji, szokujące dla wielu odkrycia Einsteina na polu fizyki, wojny, głód w Afryce, nienawiść człowieka do drugiego człowieka, przemoc, jaką możemy oglądać na co dzień w telewizji - wszystkie te czynniki na pewno bardzo wpłynęły na nasze współczesne rozumienie pojęć, takich jak moralność i wartości duchowe.
Ludzie, bohaterowie książek, filmów, przedstawień teatralnych, musieli wytworzyć sobie w związku z tym jakąś maskę, albo po prostu - specyficzny sposób życia w tak ukształtowanym świecie.
Estragon i Vladimir czekają więc na Godota, chociaż nie zdają sobie sprawy ani dlaczego, ani po co. Co dwaj bohaterowie dramatu Samuela Becketta pod tytułem "Czekając na Godota" są symbolami Człowieka jako gatunku, a zatem - Człowieka Historycznego, który pod wpływem różnych wydarzeń zmienia się. Człowiek ten stał się samotny i niepewny, stąd uporczywe czekanie pary bohaterów, będące próbą odzyskania duchowej równowagi, a jednocześnie niezdecydowanie mężczyzn i ich strach przed nieznanym. Estragon i Vladimir wyglądają zaiste żałośnie, jak włóczędzy, czekają ciągle pod tym samym drzewem, obok którego leży kamień, dokądś biegnie droga. Sceneria jest więc bardzo uboga, chciałoby się powiedzieć - metaforyczna. W takich warunkach tworzy się Beckettowska antropologia, z której wynika jasno, że istotą dzisiejszego Człowieczeństwa jest nieprzezwyciężalne poczucie samotności. Jeżeli dodamy do tych dotychczasowych rozważań swoisty refren, który powtarza się w tekście kilkakrotnie, dostaniemy pełny obraz współczesności i człowieka uwikłanego w tę skomplikowaną rzeczywistość:
"Nic nie da się zrobić" można tylko czekać albo mówić. I chyba właśnie mowa i mówienie są według Becketta jakimś ratunkiem przed samotnością, ponieważ stwarzają iluzję bycia w czyimś towarzystwie, uśmierzając tym samym ból samotności. Bohaterowie tego współczesnego dramatu już wybrali swoją drogę życiową, tak jak sam Beckett, który wypowiedział kiedyś znamienne słowa: "zacząłem pisać "Godota" żeby odetchnąć, oderwać się od straszliwej prozy, jaką wtedy pisałem".
Gwałtowny postęp cywilizacji, rozwój systemów społecznych i ustrojów politycznych, spowodowały ogromną przepaść między ludźmi, dzieląc ich radykalnie na biednych i bogatych. W znakomitym dramacie G.B. Shaw'a, w "Pigmalionie", już w pierwszej scenie, która rozgrywa się pod portykiem kościelnym na Covent Garden, widać wzajemną nieufność tak zwanego "lepszego towarzystwa" wracającego z teatru oraz proletariatu. Shaw doskonale pokazuje również, że różnią się oni nawet sposobem mówienia, dlatego profesor Higgins, fonetyk, słuchając takiego bogactwa języka, cieszy się, że będzie miał nad czym pracować.
Nie zabrzmi to chyba dziwnie, jeśli powiem, że bogaci mieli inną moralność niż biedni. Jeden z bohaterów, badacz narzeczy indyjskich, pułkownik Pickering, pyta Alfreda Doolittle, śmieciarza:
wy, człowieku, nie macie żadnej moralności?"
- kiedy ten za pięć funtów godzi się na odstąpienie praw ojcowskich względem swojej córki. Ojciec ubogiej kwiaciarki, Elizy, spokojnie na te słowa replikuje: "Nie stać mnie, prezesuniu"
W ten sposób została pokazana prosta psychologiczna prawda: dopóki podstawowe potrzeby człowieka nie zostaną zaspokojone, dopóty tak zwane metapotrzeby, czy też potrzeby wyższe, nie będą miały dostępu do świadomości. Człowiek głodny jest w stanie zrobić wszystko, żeby zdobyć cokolwiek do jedzenia. Instynkt przetrwania jest bowiem w człowieku dominujący.
Myślę, że czasy PRL-u są dla Polaków symbolem zniewolenia i zatracenia wszelkich wartości. Można było wówczas żyć w miarę spokojnie i normalnie, ale można było również zamanifestować swój indywidualny punkt widzenia. Egzystencja buntownika była oczywiści o wiele trudniejsza niż życie szarego obywatela. Pytanie tylko, co jest lepsze - życie w zgodzie ze sobą, nawet w obliczu grożącego niebezpieczeństwa, czy pokorna akceptacja rzeczywistości. Bohater "Małej Apokalipsy" Tadeusza Konwickiego został wyznaczony przez swoich dawnych przyjaciół do samospalenia się w proteście przed Pałacem Kultury, gdy do Polski przyjeżdża pierwszy sekretarz ZSRR. Od rana aż do wyznaczonej godziny dwudziestej przeżywa swój mały koniec świata. Zastanawia się, czy w czasach współczesnych decydować się na taki akt heroizmu, który być może pozostanie tylko jednym z wielu symboli i nic się dalej nie zmieni. Współczesny bohater, w przeciwieństwie na przykład do średniowiecznego rycerza, jest o wiele bardziej racjonalny. Zupełnie inaczej pojmuje honor, a życie jest dla niego jedną z najważniejszych wartości. Dlatego przez cały czas zastanawia się, czy postawienie tego szlachetnego kroku miałoby jakikolwiek sens, bo jeżeli żadnego, to po co heroiczne ofiary, skoro są w ogóle niepotrzebne? Wahania bohatera skomentował pogardliwie jego kolega Hubert: "kto inny to zrobi[...]. Daliśmy ci szansę, jedną z wielu szans na małą nieśmiertelność". Hubert pojmuje więc taką ofiarę na sposób średniowieczny. Mimo że wiele wartości uległo w dzisiejszych czasach odwróceniu, to jednak odnoszę wrażenie, że samoświadomość własnego istnienia jest istotną cechą współczesnego człowieka. Myślę, że można by nasze dotychczasowe rozważania podsumować zdaniem z Szekspira: "czy to dobre, czy złe, zależy od tego, jak my to odczuwamy".
Bunt i burzenie wartości są dobrem tylko wtedy, kiedy proponują jakieś inne, lepsze rozwiązania. Nie jest tak w przypadku rodziców, pary bohaterów "Tanga" Sławomira Mrożka. Ludzie ci zburzyli wszelkie konwenanse i zasady, ale niczego w zamian nie zbudowali. Skoro już wszystko unicestwili, to nie mieli się także przeciwko czemu buntować. Rodzice zostali zawieszeni w próżni egzystencjalnej. Natomiast Artur, ich syn, postuluje powrót do dawnych zasad, ponieważ uważa, że egzystencja powinna mieć nadaną formę. Chaos, brak struktury i formy w otaczającym świecie są dla niego nie do zniesienia.
Dobro i zło muszą istnieć obok siebie, a człowiek musi dokonywać wyboru. Życie człowieka nie jest zatem niczym innym, jak serią wyborów, za które musi on być odpowiedzialny. Znajduje się w tym stwierdzeniu wiele z filozofii egzystencjalnej Paula Sartre'a, który twierdził, że człowiek nie jest wolny od wyboru, ale na niego skazany. W dwudziestym wieku, kiedy rzeczywistość tak szybko się zmienia wokół nas, trudno nie zagubić się w chaosie życia. Wielu ludzi szuka sobie jakiejś drogi życiowej, która pozwoliłaby im pogodzić duże tempo życia i własne wewnętrzne potrzeby. Często odpowiedzią na bolączki współczesności staje się filozofia Wschodu, mająca swe źródło w starożytnych Chinach i Indiach. Pozwala na pełniejszą samorealizację i uzyskanie tak potrzebnego przecież spokoju poprzez praktykowanie medytacji i ćwiczeń oddechowych.
Jednak równie często zdarza się, że ludzie - nie widząc już innego wyjścia - po prostu uciekają. Taką ucieczką przed chaosem i brakiem jasno określonych wartości może być na przykład całkowite odizolowanie się od świata przez branie narkotyków czy nadużywanie alkoholu. Człowiek uzależnia się, ponieważ - jak mu się wydaje - poddanie się nałogowi jest jedynym wyjściem. Rozwiązywanie dysonansów płynących z życiowej energii w pracę zawodową, tak aby nie było już czasu na konfrontację ze światem, który staje się coraz bardziej niezrozumiały. Poświęcenie i ciężka praca także potrafią nobilitować człowieka w jego własnych oczach, szczególnie wobec problemów moralnych i etycznych, z jakimi musi się borykać świat u progu XXI wieku.
Wygenerowano: 2004-10-12